rybybezkitu

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne

Zalew Chańcza

obraz png. zdjęcie zalewu w Chańczy, widok tęczy nad tamą zalewu


Zalew Chańcza.

Zalew długo budowano a oddano do użytku w 1984r. Powierzchnia to ok 400ha, powstał na rzece Czarna Staszowska za drogą Raków - Staszów, tam się zaczyna a kończy pod Korytnicą. Głębokość pod tamą to ok 11m a od Rakowa są duże i płytkie rozlewiska. Wpływa do niego kilka lokalnych rzeczek a jesienią przeważnie upuszczana jest woda o jakiś metr, ale w roku ubiegłym jesienią została na letnim poziomie.
Jest znany nie tylko w województwie świętokrzyskim z dużej populacji sandacza, oraz niedużego leszcza. Oprócz tego w zalewie jest sporo suma, dużego okonia, karpia oraz amura. Jest to zbiornik retencyjno - rekreacyjny.
Dawniej przyjeżdżało wielu Ślązaków oraz wędkarzy z Krakowa, ale i teraz o dobre miejsce w sezonie letnim jest trudno. Sporo osób zanęca mocno łowisko i biwakuje na nim od maja do późnej jesieni we własnych przyczepach kempingowych, ale na tak dużym akwenie każdy może znaleźć coś dla siebie. Lubiłem tam jeździć na sandacza późną jesienią, lecz z roku na rok jest go coraz mniej i jest coraz mniejszy. Jeżdżę przeważnie przed Życiny bo tam przed wieczorem można złowić też sporego szczupaka.
Nowy regulamin zabrania spinningowania ze środków pływających do 1 czerwca i dobrze, bo na Chańczy większość masowo łowiła sandacze jeszcze w zakazie.
Zdjęcia robiłem przed świętami wielkanocnymi 2011r przy okazji pierwszego wędkowania na Chańczy w tym sezonie. Rano łowiliśmy na płyciznach przed źródełkiem, bez efektów a po południu pod śmigłem od wsi Chańcza na głębokiej wodzie. Wynikami nie ma się co chwalić, ale kolega złowił karpika 38cm z ubiegłorocznego zarybiania. Ogólnie mieliśmy kilka małych leszczy i sporych płoci co jak na intensywność żerowania ryb w tym roku to sukces bo wędkowaliśmy tam bez przygotowania łowiska.

W tym roku sporo jeżdżę na różne dziwne wody, by rozbudować swoją biedniutką witrynę, więc wyniki moich wędkowań są mizerne. Nigdy nie szukaj ryb, ganiając za nimi po całym województwie. Więcej złowisz wędkując codziennie nawet na kieleckim zalewie, gdy przyzwyczaisz rybę do swoich przynęt i troszkę ją podnęcisz. Szukanie ryby jest jak gra w totolotka, będziesz miał dużo szczęścia, to coś trafisz. Wędkarstwo efektywne to wiedza o łowisku, rybach, ich zwyczajach i gustach a reszta to już twoja praca i jak najczęstsze przebywanie nad wodą.


Jeszcze przed czerwcem przedstawię dokładnie metodę gruntową na sandacza bo wiele znajomych bardzo często o to pyta wiedząc, że łowię go już od lat siedemdziesiątych.

Zalew Chańcza lipiec 2011r.


Po bardzo słabym początku czerwca, czyli początku sezonu na sandacza i o tej rybie piszę, coś w temacie się ruszyło. W drugiej kwadrze i nowiu na zbiorniku wędkowało kilku moich kolegów i w końcu mieli kilka brań z gruntu. Złowili kilka znośnych sandaczy. Ogólnie w tym roku z braniami jest biednie a z rozmów z innymi wędkarzami odniosłem wrażenie, że tak jest u wszystkich.
Ja wiosnę i lato poświęciłem na łowienie węgorzy i bardzo rzadko stawiam wędkę na sandacza. Lubię go łowić na żywą rybkę a w tak ciepłej wodzie żywce sną bardzo szybko. Jeden ze znajomych na Chańczy, złowił też ładnego suma i wydaje mi się, że przy tak licznych lipcowych burzach, najlepiej nastawić się na ryby które lubią taką pogodę
. Znajomi z Daleszyc trafili dzień w którym mieli kilka brań sumów, lecz udało im się wyjąć tylko jednego i to niedużego.


Koniec września 2011r. Wypad na zalew w Chańczy.

Piszę o nim, choć zakończył się całkowitą porażką, bez brania.
Tą ważną sprawą którą chcę zakomunikować, jest częściowe upuszczenie wody na zalewie. Jak widać na zdjęciach jeszcze całkiem nie zeszła do jesiennego stanu, ale to tylko kwestia kilku dni. Zdjęcia liche bo robione późno wieczorem. Pojechałem tam z kolegą, mieliśmy żywe ukleje lecz sandacz nie zechciał współpracować. Obok złowiono sandaczyka na granicy wymiaru a z drugiego brzegu słyszałem o niewielkim węgorku. W Życinach ktoś holował coś większego, ale co i czy wyjął to nie usłyszałem.

Lato nad zalewem w Chańczy 11.07.2012r.
Okazjonalne wędkowanie latem w Chańczy na zalewie łatwe nie jest. Natłok urlopowiczów i wędkarzy biwakujących dłużej sprawia, że większość lepszych miejsc jest zajętych. W ciągu dnia sporo osób korzysta ze skuterów wodnych i motorówek a nie każdy to lubi. Słyszałem od znajomych o sporym upuście wody a przy tym o słabych braniach, ale wybrałem się zobaczyć jak to wygląda i powędkować, mnie praktycznie nic nie przeszkadza. Gdy woda jest spuszczona cała linia brzegowa, tak jak jesienią nadaje się do wędkowania, więc o miejscówkę nie było zmartwienia. Nad wodę dotarłem o godzinie piętnastej a łowienie zakończyłem o siódmej następnego dnia. Po dojściu nad samą wodę mocno się zdziwiłem, od strony wsi Chańcza nikt nie wędkował. Była środa ale takiej pustki latem to się nie spodziewałem. Owszem ludzi sporo, ale bez zbytniego tłoku na całym zalewie. Środa to był ostatni dzień upałów a w nocy przechodził zimny front z burzami. Do zachodu słońca i ranek poświęciłem łowieniu białej ryby na pickery a nocą postawiłem gruntówki z pęczkiem rosówek, konkretnie na suma. Oczywiście zanęciłem wątrobą i suszoną krwią z płatkami owsianymi. Na białą rybę zanęta z dużą ilością słodkiej kukurydzy z puszki. Wędkowałem pod laskiem od wsi samotnie, nawet rano nikt w pobliże nie przyjechał, więc nie mogłem porozmawiać jak z rybami. U mnie masakra, choć próbowałem łowić przeróżnie i na kilka przynęt. Nawet leszczyki nie chciały współpracować. W wielkich bólach złowiłem trzy. Dużo poskubywań ale brań niewiele. W nocy rosówki lekko poszarpane, też raczej przez drobnicę, brań zero. Jesienią często słychać brania na głośnych sygnalizatorach a tej nocy było cichutko, nie było też słychać by ktoś podbierał większą rybę. Przy samym brzegu przez cały czas grasowały spore okonie goniąc drobnicę. Rano nieliczne spławy większych karpi a w nocy dwa czy trzy wyraźne uderzenia sandacza. Woda czysta i ciepła, wspaniała do kąpieli a po spuszczeniu ponad metra z lustra powierzchni w każdym miejscu piaskowe podejścia na sam brzeg. Miejsce w którym wędkowałem głębokie od samego brzegu i wolne od zaczepów, jesienią mocno obławiane. Nie trzeba wywozić pontonem  żywców na sandacza, można łowić z rzutu. Przyszło spore ochłodzenie i dobry księżyc na sandacza, więc można próbować go złowić ale wydaje mi się, że lepiej na żywczyka lub martwą rybkę, przy samych nogach i malutkim spławikiem.  Okonie podchodzą bliziutko, to może i on też. W najbliższym czasie spróbuję muszę tylko nałowić uklei.
Trzy ostatnie zdjęcia na dole, widok zalewu lato 2012r.

Co się dzieje z zalewem Chańcza.
W ostatnich dniach, ukazało się kilka artykułów w sieci i prasie, donoszących o katastrofie ekologicznej nad zalewem Chańcza. Ja postaram się tą sprawę przybliżyć z mojego, wędkarskiego punktu widzenia, bo prasowe są ciut przesadzone. Nad zalewem byłem 28.08.2012r, oczywiście sprawdzić na miejscu jak to wygląda i powędkować. Moje zdjęcia zrobione niedaleko stanicy WOPR, za Życinami, w stronę tamy.
Co roku jesienią, woda z zalewu jest upuszczana o jakieś 2m. Kilka lat wcześniej, chyba pięć, zdarzyło się, że jej poziom został obniżony o jakieś  2.5m. Ten rok jest rzeczywiście wyjątkowy, bo jak pamiętam, tak niskiego stanu wody tutaj, nigdy nie było. Czytałem, że w 1995r był podobny jak dziś, ale ja tego nie widziałem. W tym roku wodę zaczęto upuszczać latem, a nie późną jesienią, co przyczyniło się do nagłośnienia sprawy. Powolne i nie tak duże upuszczanie wody, pozwala na zejście w koryto wszystkim organizmom żywym, oraz rybom. W tym roku szczeżuja została na brzegach i w wysokich temperaturach gnije, więc śmierdzi. W mulistych zagłębieniach, mogło też zostać kilka ryb, które nie zdążyły spłynąć z wodą, ale nie wierzę, że gniją. Zaraz po upustach wody, wiele osób brodzi w mule i wybiera urwany sprzęt wędkarski. Ryby też.
Najbardziej pokrzywdzeni są oczywiście wszyscy, prowadzący jakąkolwiek działalność rekreacyjną i im szczerze współczuję. Mam też do nich sporo zastrzeżeń, jako wędkarz. Sprawa grodzenia dojazdu do brzegów i opłat, ale w tej sytuacji to mniej ważne.

Boję się, że zalew zostanie zniszczony, podobnie jak zalew w Cedzynie.

Nikt precyzyjnie nie odpowiada, dlaczego woda nieustannie znika z zalewu. Katastrofy na razie nie ma, bo kto zna zbiornik, to wie, że na dużej powierzchni głębokość wody to 6-9m. Puki co, nie ma jakieś niecałe 4m. Tam gdzie wędkowałem, przy samym brzegu, jest jeszcze na ponad 3m głęboka. Woda czysta, brzegi piaszczyste i mniej ludzi. Kto ma ochotę może swobodnie wędkować i odpoczywać. Od Rakowa do Życin nie polecam, ale i tam wędkujących sporo. Podobno w korycie łowią płocie i jazie, trafia się też sandacz. Przyczyn niskiego stanu wody jest kilka, ale najprawdopodobniej dużo więcej wody pobiera kopalnia siarki. Ostatnie suche lata, sprawiają, że coraz mniejsze stany wody są wszędzie. Rozmawiałem z kolegą o łowisku w Nowinach. Jest jego członkiem. Podobno u nich, woda z 7m obniżyła się do niecałych 2m. Cementownia musiała obniżyć pompy, bo nie pobierały już wody do chłodzenia.

Nad Chańczą byłem z kolegą do godziny 24. Ja złowiłem węgorzyka sznurówkę a kolega leszczyka. Wróciły do wody. Nad zalewem w nocy cisza, sygnalizatory nigdzie nie pracowały, czyli brania nie najlepsze. Noc jasna , księżyc wchodzi na pełnię. Zdjęcia pokazuję pozytywne. Widoki po spuszczonych zbiornikach, widuję coraz częściej na żywo. Dla mnie nic nowego. Przyzwyczaiłem się.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego