rybybezkitu

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne

Wyłowione z poczty.

Porady > Ryby
obrazjpg.org.RAF widok rzeki Lubrzanki, prześwity słońca między zielenią drzew, widok wody

O sandaczu. E-mail 1.
Sygnalizacja brań przy łowieniu sandacza.

Pytanie.

Mam mały problem i nie mam się kogo poradzić odnośnie sandaczy a dokładnie mam problem z sygnalizowaniem brania zakładam styropian wsadzam żyłkę pod gumkę i otwieram kabłąk, jest szarpnięcie i za każdym razem puste. Próbowałem innych sposobów, ale też się nie sprawdzają. Może pan mógł by mi jakoś doradzić , bardzo mi się podobał pana artykuł o sandaczach z gruntu. Mam małe doświadczenie w łapaniu tych ryb a u mnie w okolicach Tarnowa nie znam wędkarzy którzy by się specjalizowali w takim łapaniu większość karpiarzy amatorów. Z góry dziękuję za odpowiedź.
Odpowiedź.

Odnośnie sandacza to nie napisałeś czy łowisz na rzece, czy na zalewie. Jeśli są karpiarze to myślę, że łowisz na wodzie stojącej. Nie zakładaj żyłki pod gumkę a jeśli już to pod gumeczkę recepturkę, cienką i bardzo lekko zawiązaną.  nie napisałeś czy łowisz elektronicznymi sygnalizatorami, czy bez nich. Gumka jest dobra gdy bardzo mocno wieje i fala zabiera styropian z żyłką. Sprawdź czy po otwarciu kabłąka kołowrotka nie robią się sploty na żyłce. Żyłka ma nie mieć splotów i lepiej stosuj miękkie nie grubsze niż 0.28. Z gumkami jest więcej kłopotu niż pożytku a gdy gumka za mocno trzyma żyłkę sandacz czuje opór i puszcza. One tak mają. Wszystko ma być luźno a żyłkę nawiń tak by przy schodzeniu z kołowrotka nie szarpało. Musi być dobrze nawinięta by sploty nie wchodziły jeden pod drugi. Jeśli wszystko gra a możesz to sprawdzić ręką, sandacz odjedzie. Z zacięciem czekaj aż weźmie z kołowrotka ok. 20m żyłki i dopiero zacinaj. Poczytaj dokładnie moją stronę o zbrojeniu żywca i raczej go przeszywaj. Z zacięciem się nie spiesz. Jeśli nie ma fali po prostu zarzuć wędkę tak by zestaw nie był splątany, podałeś mało informacji, czy wina jest w za mocnej gumce, czy w czymś innym. Z zaplątanym żywcem o ciężarek, też sandacz tylko szarpnie. Wina jest po twojej stronie bo coś robisz źle. Sandacz czuje za duży opór i zostawia. Czyli jeśli zrobisz tak, niezaplątany zestaw, lekko schodząca żyłka i założony nacięty kawałek styropianu na wodzie to musi odskoczyć nie czując oporu. Elektroniczne sygnalizatory brań też lubią przytrzymać mocno żyłkę. W styropian możesz wbić świetlik a żyłkę puścić obok podpórki a nie przez rowek w środku. Tam też może być przytrzymanie żyłki. Posprawdzaj wszystko ręcznie tak najlepiej i jeśli w ręku czujesz szarpnięcia to zmień tak byś nie czuł schodzącej żyłki. Możesz ewentualnie zapytać mnie, ale podawaj więcej informacji. Po kolei i dokładnie jak próbujesz łowić pana sandacza.

O sandaczu. E-mail 2.

Pytanie.

Mamy jesień. Odkryłem twarde dno na 6m gdzie nikt nie łowi. Co zrobić by mieć jakieś brania sandacza.
Odpowiedź.

Nie wiem czy łowi pan nocą czy w dzień. Jeżeli nocą to z łodzi i na 6m najlepiej łowić żywcem z dna na małym spławiku ze świetlikiem. Żywiec płoć. Można też próbować złowić go na jasne kopyto lub twistera spinningiem, ale miękkim jigując.
Przed łowieniem dobrze zanęcić suchą krwią zmieszaną z paczką płatków owsianych. Jeśli na grunt to będzie ciężko zaciąć gdy idzie w stronę łodzi. Zrobi się z żyłki podkowa. Na wodzie dobrze być kilka razy. Nie zawsze żeruje.
Pytanie.

Dzieki od jutra próbuję, dziś kupiłem właśnie krew. Czy karaś może też być. Łowię od siedemnastej tak do dwudziestej pierwszej. Pozdrawiam.
Odpowiedź.

Cześć. Wczoraj byłem na wodzie. Miałem jedno branie na wymiarową płoć i je preferuję, ale późną jesienią łowię też z powodzeniem na karasie. Sandacz miał 1,9kg. Oczywiście jeżeli pan płoci nie ma to na karasia też weźmie i teraz. Brań jest mało, ale jak jestem to zawsze zanęcam tak jak mówiłem. Jeśli ma pan czas to wypady trzy razy w tygodniu przyniosą efekty. Dobry księżyc jeszcze przez 10 dni.
Pytanie.

Zastosowałem się do pana rad, bez efektu proszę o radę jaka krew z dodatkami czy sama.
Odpowiedź.

Usunąłem e-mail z odpowiedzią, ale odpiszę obszerniej tutaj.
Odnośnie krwi to może być zwykła bez dodatków. Podczas łowienia od godz.17 do 21, czyli pod wieczór i we wczesnych godzinach nocnych sandacza najlepiej szukać w pobliżu brzegu. Najlepiej widać to po zachowaniu drobnicy na wodzie, która wieczorem podpływa w okolice przybrzeżne zbiornika. Żerujący sandacz idzie za nią, więc gdzieś pośrodku na 6m raczej w tych godzinach brania będą okazyjne. Ten rok jest wyjątkowo ciepły i sandacz jeszcze słabo bierze. Tylko nieliczni coś łowią i to sztuki przeważnie niewielkie. Blat na takiej głębokości jest dobry do łowienia późnojesiennego, gdy już drobnica odejdzie od brzegów. Wtedy najlepszy będzie spławik ze świetlikiem. Można też próbować łowić tam spinningiem wcześniej, przed wieczorem. Żerujący sandacz idzie za stadami płoci i kilkukrotne mocne zanęcenie białej ryby w każdym miejscu, zwabi z nią i sandacza. Nie da się łowić gdziekolwiek bez przygotowania łowiska. Nawet najlepsze miejsca z wyglądu nie muszą znaczyć, że jest tam sporo sandaczy.
Sandacz w dzień z zasady siedzi w kryjówkach. Na żer idzie w stronę brzegu. Gdy coś zje, znów się tam chowa. Zależy gdzie coś wrzuci na ruszt i czy w ogóle coś złowi. Połyka tylko jedną rybę i zazwyczaj robi przerwę aż ją strawi. Gdy łowisz pod jego kryjówkami może trafić twojego żywca wyruszając na łowy lub z nich wracając. Wcale nie powiedziane, że musi iść w stronę twoich postawionych wędek. Zbiornik ma cztery strony a sandacz może iść tam gdzie chce. Jeśli po drodze nic nie upoluje to pod brzegiem jest zawsze.

O sandaczu. E-mail 3.

Pytanie.

Bardzo zainteresowała mnie Pana strona o sandaczu. Ostatnio postanowiłem spróbować przygody z sandaczem. Uzbroiłem dwie wędki żyłka 0.28, ciężarek 30g, haczyk Owner rozmiar 4- czarny. Pogoda była według mnie bardzo dobra, pochmurno, burzowo i parno. Około godziny 19, założyłem na haczyk małego żywca (dokładnie czubaczka, mała rybka wielkości 3-4cm, która pojawiła się niedawno w naszym akwenie po zarybieniu linem), wszedłem w kąpielówkach jak daleko się tylko dało do wody i wyrzuciłem żywca na odległość około 60-70 m od brzegu. Około godziny 2:00 , rozpoczął się odjazd , odjechał na około 5-10m i stanął, po około 20 min drugi odjazd odjechał kilka metrów i zacięcie. Niestety nic nie walczyło na drugim końcu. Bardzo spodobała mi się atmosfera podczas łowienia mętnookiego (domyślam się ze to sandacz, ponieważ wielu wędkarzy chwali się swoimi zdobyczami, a żywiec miał zmiażdżony ogon i "sznytę" wzdłuż ciała). Energiczny odjazd i niecierpliwe czekanie na kolejny odjazd dostarcza wiele emocji !!! Przeglądałem już wiele forów i stron internetowych, ale Pańska strona wyróżnia się wiedzą i doświadczeniem, a nie tylko przechwalaniem się kto ile i jak wiele złapał. Podoba mi się również podejście "nie chcesz - nie musisz". Dlatego mam prośbę czy mógłby Pan powiedzieć jakie błędy zrobiłem, przeczytałem, że warto poczekać na trzeci odjazd, ze zdjęć na Pana stronie widzę również, że źle uzbroiłem rybkę bo przewlokłem żyłkę przez pyszczek i zahaczyłem za ogon. Mam pytanko jak nazywają się haczyki przedstawione na zdjęciu z dwoma grotami, jeśli byłby Pan tak miły i podał by rozmiary tych haczyków, byłbym bardzo wdzięczny.
Odpowiedź.

Odnośnie haków, są to kotwiczki sandaczowe specjalne, lutowane jeden grot dłuższy a drugi krótszy. Robi je wiele firm a sprzedawane są na sztuki, trzeba pytać. Robi je też Kamatsu typ DOUBLE RYDER różne rozmiary, ale są dość tępe, lepiej kupić inne. Nikt mi nie mówi jakie sprzedaje, mają być nie za grube i ostre. Rozmiarów mam kilka do wielkości żywców. Są to kotwice do przeszywania i mają być jak najbliżej pyszczka żywca. Do przeszycia szydło Jaxona a żyłka ma wychodzić z tyłu ogona żywca. O zaczepione inaczej lubi splątać się zestaw gdy żywiec jest energiczny. Na pierwszym zdjęciu o uzbrojeniu żywca, na stronie o sandaczu pokazałem jak zbroję małe karaski i uklejki. To zazwyczaj wystarcza i jest najlepsze, ale żywcem daleko się nie rzuci bo spada. Można przebić od spodu głowy a hak wypuścić dziurką nosową, lepiej się trzyma. Latem nie trzeba rzucać daleko bo sandacz przychodzi za drobnicą do brzegu. Sandacz połyka rybę od głowy i dobrze gdy tam jest hak. Nigdy nie łowię na tak malutkie żywce i nie znam tej rybki. Przeważnie łowię na dobrze wymiarowe płocie. Opinie, że sandacz ma mały przełyk jest nieprawdziwa. Jest to kawałek rozciągliwej skóry i jego gardło przełknie i dużą rybę, więc nie ma co przesadzać z małymi żywcami. Tak malutką rybką można ciąć i na pierwszym odjeździe, ale hak ma być z przodu głowy. Dużego żywca sandacz chwyta w pół i to jest to pierwsze krótkie szarpnięcie na wędce, obraca żywca i ucieka na wodę, drugi odjazd. Potem przystaje i łyka. I trzeci odjazd. Ale jest różnie. Gdy coś jest nie tak, może zostawić i wtedy są dwie równoległe szramy wszerz żywca po psich kłach sandacza. W pana przypadku mogły to być nawet dwa brania dwóch ryb, ja nigdy nie czekam tak długo. Ciężar żyłki w stosunku do wielkości żywca był duży, a sandacz to ostrożna ryba, więc na tak malutkie żywce radziłbym ciąć szybko nawet na pierwszym dłuższym odjeździe i holować energicznie bez milimetra luzowania, nawet przy brzegu. Żyłka wytrzyma a hak był uczciwy. Co wzięło, tego nie wiem bo może wziąć okoń, węgorz, szczupak ( w nocy też czasem weźmie ), sumek i jeszcze inne ryby. Też się zdarza. Ja łowię ponad trzydzieści lat i do tej pory sporo ryb nie wyjąłem, ale to jest w sandaczu najpiękniejsze. Najdłużej pamięta się ryby których nie wyjęliśmy.

obraz jpg.org.RAF widok ryby, węgorza wagi 1.30 kg.

O węgorzu. E-mail 1.

Pytanie

Ma Pan może jakieś rady dla młodszego kolegi dotyczące węgorza? Czytałem sporo, jedni piszą żeby nie ruszać wędek, drudzy że trzeba przerzucać często co pół godziny jak nie ma brania w inne miejsca. Ja jestem zwolennikiem tej drugiej metody - tak właśnie capnąłem sandacza i chyba większość brań drapieżnika miałem nie dłużej niż 20 - 40 minut po zarzuceniu. Dalej jak jest cisza, to już cisza może być do rana. Podglądałem anglików jak łowią drapieżniki - podzielę się info - szczupak - łowią dość intensywnie na przynęty morskie (makrela, sardynka, śledź), sum - podobnie - przynęty wysokobiałkowe, z dużą zawartością rybiego tłuszczu (czyli morskie, choć także słodkowodne czy robaki), sandacz - bardzo mało łapie się na przynęty morskie - stosować to co pływa w zbiorniku - płoć, ukleja, jazgarz (sprawdzone przeze mnie - działa świetnie), okoń, węgorz - łowią na części rybek lub całe rybki (płoć, ukleja) lub robaki - ale na robaki podobno w kanałach i rzekach... ile w tym prawdy to nie wiem. Nie wiem czy węgorzowi podejdzie morska rybka, ja na węgorza stosuję części okonia, płoci.
Odpowiedź.

Połowiłem ich sporo, różnych, większe na wątrobę drobiową którą sporo nęciłem wcześniej, brały też na rosówki. Przerzucałem często bo raki pręgowane szybko wszystko obżerały, kiedyś opiszę dokładnie. Sprzęt taki sam jak na sandacza z otwartym kabłąkiem i styropianem. W nęcenie krwią też wchodzą, spróbuj na Chańczy, tam możesz trafić węgorza i na trupka, większego takiego do dwójki. Znajomy nie może złowić sandacza i poleciłem mu moje nęcenie, złowił z kolegą dwa węgorze. Co do łowienia to zawsze agresywne jest lepsze a z zacięciem nie ma co się spieszyć, jeśli weźmie sum to najwyżej wypluje, ale coś za coś, wszystkiego mieć nie można. Żeby sporo i długo nęcić to ten węgorz i sum musi być w tym miejscu, w większej ilości. Co do Anglików to nie patrz na nich bo oni też nęcą i u nich drapieżnik jest przyzwyczajony do czego innego. U nas wszyscy suma nęcą wątrobą i już na Wiśle łowiłem na wątrobę nawet znośne klenie. Węgorze łowię długo, na kawałki drobnicy a nawet na duże płocie, ale po socjalizmie węgorze były solidne. Teraz na hak wątroba, mały orzech włoski lub na podwójną kotwiczkę, ale tak żeby łyknął. Rosówka zawsze była i jest dobra. Jeśli filety to wrzuć trochę kawałków do wody, tam gdzie łowisz. Feeder to tylko rosówka przypon metr i czekać aż sam się zatnie, ale to już kiedy dobrze połowisz, lub na rzece. Sporo osób nęci kawałkami ryb sandacza, więc są przyzwyczajone i węgorze. Moje największe (bardzo dawno) złowiłem na małe okonki i spore płocie lub ich kawałki, ale dobrze wiedzieć jakie duże węgorze są w zbiorniku i dostosować przynętę do nich. Jeśli są, jeźdź w jedno miejsce, jeśli możesz częściej i popróbuj nęcić czym wolisz.
Pytanie.
Ja poszukuję dobrej miejscówki na węgorza - wczoraj byłem na Bolminie, ale nic niestety. Fakt, byłem do 22-giej, ale na dwóch wędkach cisza, nawet skubnięcia, obie zarzucone na kawałki martwej rybki. Powoli tracę nadzieję, że uda mi się go tu złapać w naszej okolicy. No, ale teraz okres ochronny mu się zaczął, to przerzucę się na sandacza albo szczupaka, a szczupak intensywnie grasuje na Bolminie, czego byłem świadkiem.
Na węgorza ja zasadzam się w bardzo tradycyjny sposób - pojedynczy hak węgorzowy (2 - 1/0), przypon ok. 60 - 100 cm 0.22 żyłka na drapieżniki, na hak zakładałem połowę okonia, kawałek makreli, flaki makreli, wątróbkę (w 2010 coś mi obcięło dwa razy żyłkę na Cedzynie), zarzucam wzdłuż linii tataraków, w zatoczki, miejsca zarośnięte, tam gdzie węgorz czuje się bezpieczny - nie wiem czy dobrze robię, tak wyczytałem.
Na sandacza to mam swojej roboty systemik (hak węgorzowy + podwójny hak sandaczowy, żyłka na drapieżnika 0.22), uzbrajam martwą rybkę i na dno, rzucam w głębokie partie akwenu - ostatnio złowiony - branie miałem w samo południe gdzieś 20 - 30 minut od zarzucenia. Teraz przesiądę się na haki sandaczowe (1/0 - 2/0), przypon z plecionki ok. 1 m.
Co do anglików to częściowo prawda, nęcą inaczej, choć sum na kulkę proteinową u nas nie jest już rzadkością. Czasem warto ich podejrzeć, bo stosują bardzo ciekawe zestawy, niektóre bardzo proste, inne dość skomplikowane.
Odpowiedź.

Węgorze łowiłem na ..., na pewno coś z nich zostało w starym korycie i rzece poniżej zalewu, ale łowi się z przygotowaniem łowiska i nie na fileta. Te na zdjęciach są z 2009r i brania raczej zaczynają się po godz.24.
Koniec.

Gratuluje sznurówek! Mam nadzieję, że i mnie się uda. Będę próbował dalej - Bolmin, Małogoszcz, Rejów.  Pisał Pan kiedyś o sposobie na węgorza z wykorzystaniem feedera - ja zarzucam jedną klasyczną gruntówkę, drugą wędkę także na fileta - mojego feedera - stosuje jak normalną gruntówkę, łowię ze styropianem i otwartym kabłąkiem.
Dziękuję za porady. Widzę, że można by tak pisać i pisać... trzeba się spotkać kiedyś po prostu. Nie mam upatrzonej miejscówki na węgorza - niektórzy mawiają
, że jeśli nie wiesz na 100% że on tam jest to szkoda zachodu. Pomimo iż posiadam auto to wybieram raczej miejsca w okolicach Kielc - gdy myślę o węgorzu to mam na myśli Bolmin,
Małogoszcz, Rejów, Chańcza - nie wiem czy warto uderzać na Cedzynę.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego