rybybezkitu

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne

Karp na proteinę inaczej

Metody > Grunt


Metoda gruntowa, ale nie tylko, na proteinę, inaczej.

Opisuję temat po mojej odpowiedzi na portalu "zapytaj.com.pl" a zdjęcia masz wyżej z opisami pod spodem, by dowieść mojej wypowiedzi.

Łowienie karpi na grunt zacząłem jeszcze w latach siedemdziesiątych nęcąc gotowanymi ziemniakami z dwoma starszymi kolegami, którzy nauczyli mnie o co w tym wszystkim chodzi. Łowiło się nabijając miękkiego ziemniaka na kotwicę a sprzęt i cała metoda była identyczna jak omawiana wyżej metoda na sandacza z obowiązkowym sygnalizującym branie styropianem. W tamtych latach mało kto tak łowił. Łowiłem też i na spławik. Czyli od tamtej pory w tym temacie niewiele się zmieniło, jest dużo lepszego sprzętu a zamiast ziemniaka proteina, którą też można zakładać pod spławik. No i o wiele mądrzejsze karpie, oraz przełowione różnymi metodami wody.

Szukając tematu trafiłem na dziwne i nieprawdziwe odpowiedzi na forach wędkarskich dotyczące łowienia na proteinę, które mnie oburzyły i postanowiłem to sprostować. To, że złowiłeś kilka karpi nie daje ci prawa do wymądrzania się i wprowadzania w błąd innych, którzy zaczynają uczyć się tej metody. Od kilku lat łowię karpie tylko okazyjnie by poczuć coś większego na kiju i powalczyć dla przyjemności. Wolę łowić sandacza a choroba ta trwa u mnie już od ponad 30 lat i ciężko mi się z niej wyleczyć. Artykuł piszę 2 czerwca po powrocie z nocy spędzonej nad wodą. Rozpoczęcie sezonu na pana sandacza zakończyło się złowieniem jednego niewymiara, który wrócił do wody a wziął na dobrze wymiarową płoć zaczepiając się o hak od spodu pyska.

Typowe metody połowu karpia na proteinę masz wszędzie w internecie, włącznie z dokładnymi filmami instruktażowymi, ja opiszę że można inaczej. Jak więcej będziesz umiał to poradzisz sobie nawet w najgorszych łowiskach.
 
Teraz opiszę pokrótce typowe stanowisko karpiowe na dłuższą zasiadkę.


Na wodzie świecące markery oddalone od brzegu na jakieś 150m, nikt tam nie dorzuci a trafić na miejsce trzeba i nocą. Zazwyczaj dwóch wędkujących, ktoś podczas wywożenia musi pilnować sprzętu przed złodziejami. Namiot albo przyczepa kempingowa, fotele karpiowe, rod pody z sygnalizatorami na centralkę, węglowe karpiówki z olbrzymimi kołowrotkami, ponton zazwyczaj z silnikiem, bo na wiosłach częste wypływanie męczy, olbrzymi podbierak, maty, by karp miał komfort po złowieniu w czasie pozowania do zdjęcia, itd.

A można inaczej.

Przez długie lata łowiłem tak karpie na pod kieleckiej Cedzynie. Późną wiosną wybierałem najtrudniejsze i najbardziej zasłonięte od innych wędkarzy miejsce, obowiązkowo takie w pobliżu którego nie da się postawić samochodu w trzcinach sekatorem wycinałem sobie nowe stanowisko z którego mogłem zarzucić wędki, tylko wchodząc w gumowcach do wody. Tak wybierając miejscówkę odpadała większość amatorów wędkowania tam gdzie i ja a jeżeli ktoś tam i próbował to bardzo szybko rezygnował. Miałem miejsce na wyłączność i mogłem łowić jak mi się tylko podobało, więc sporo eksperymentowałem by jak najciszej i bez efektów dźwiękowych przy holu i zanęcaniu nie zdradzić swojego stanowiska. Jeszcze prościej łowić tam gdzie jest mało wędkujących, tam nie trzeba kryć się przed innymi i cudować z wywożeniem a karp do dobrego jedzenia przyjdzie i pod sam brzeg. Sprzęt taki jak na sandacza z wywózki, tylko żyłki cieńsze.

Próbowałem wielu sposobów łowienia proteiną i kilka tutaj opiszę.

Metoda na zapominalskiego, albo lenia.


Kilka słów dlaczego i od kiedy ją stosuję. Nęcenie proteiną o smaku kukurydzy Tandem Baitsa zacząłem na początku października, kilka lat temu po informacji, że na zalewie w Cedzynie na groch biorą większe karpie. Pierwsze zasiadki po dłuższym nęceniu nie przyniosły rezultatów a potem weszły amury, których różnie kombinując nie mogłem zaciąć, brań było sporo. I tak zrobił się listopad. Pamiętam dokładnie, bo to były pierwsze moje tak późno złowione karpie. Już wcześniej nabijałem całe proteiny, lub kawałki bezpośrednio na hak. Brania były, lecz nic tym sposobem nie złowiłem. Drugiego listopada po pracy, autobusem dojechałem na łowisko. Robiła się już szarówka, chcąc zmontować zestaw zauważyłem że w latarce padły baterie, więc dylemat, wracać czy łowić. Wybrałem to drugie. Pod uliczną latarnią zmontowałem wędki, pozakładałem 80gr ciężarki z przedłużonymi rurkami i przypony z hakami Kaizu Kamatsu nr1. Miękką proteinę da się na nie nabić po omacku bez światła, więc problem znikł. Zarzuciłem wędki i jak na złość zaczęło mocno wiać i lać a ja w pośpiechu nie wziąłem parasola. Dodam, że w elektronicznych sygnalizatorach brań mam poodcinane głośniki a schowałem się za grube drzewo dość daleko od wędek, zza którego nie widziałem świecących diod. Znów problem co zrobić. Najgłośniej słychać w moich kołowrotkach wolny bieg. Wcześniej budził mnie czasem, gdy przysypiałem a karp sam się zaciął. Hamulce walki też specjalnie wyciszam. Po co inni mają słyszeć, że coś holuję. Podszedłem do wędek, mocniej ustawiłem wolne biegi i naciągnąłem żyłki tyle ile się dało, ale tak, żeby zacięty karp ich nie zabrał. Deszcz lał w najlepsze a ja chowałem się za pień, żeby jak najmniej zmoknąć. Po jakiejś godzinie usłyszałem jazgot wolnego biegu. Podszedłem do wędki, przekręciłem korbkę by przełączyć kołowrotek na hamulec walki (ustawiony lekko by uciekający karp nie zerwał żyłki, łowię cienko) a potem to już Pikuś. Miał ok. 5kg i na nim w tym dniu zakończyłem. Dwa podobne złowiłem 4 listopada i jeszcze jednego szóstego. Wszystkie tak jak pierwszy wzięły na tak samo ustawione zestawy i miały od 5 do 6kg w wadze ryb na oko rzadko się mylę. Potem przyszła lekka zima i w tym roku na tych czterech się skończyło. Wygrywających się nie zmienia, wiec i ja w następnych latach metodę tą stosowałem często, łowiąc amury, karpie oraz duże leszcze na całe, kawałki, pływające i tonące proteiny nabite na hak. Często odchodzę od wędek by poobserwować co dzieje się na wodzie a ta metoda jest do tego idealna. Nawet nie słysząc wolnego biegu zdążę wrócić zanim ryba wyciągnie 300m żyłki, gdy jest dość mocno ustawiony. Inną sprawą jest, że zużywa się szybciej. Zdarzają się też krótkie szarpnięcia i ryba się nie zacina, ale jest ich niewiele, więc trzeba sprawdzić czy nie zerwała kulki a odchodząc od wędek zakładam styropian, więc wiem co się działo, gdy mnie nie było.

Teraz prościej.

Zarzucasz taki zestaw jak na zdjęciu lub podobny z nabitą na hak proteiną, kawałkiem kija i kołowrotkiem. Kołowrotek z wolnym biegiem, ale niekoniecznie. Kij kładziesz na podpórkach, ale możesz i bez nich bezpośrednio na ziemi. Możesz mieć elektroniczne sygnalizatory, ale nie musisz. Ustawiasz hamulec, lub wolny bieg mocno, tak by ciągnąc ręką żyłkę za przelotkami to żyłka z dużym oporem się odwijała a nie kij sunął w stronę wody, szpulą kołowrotka ręcznie naciągasz żyłkę do oporu. Ciężarek na dnie ma zostać nie poruszony a żyłka bardzo mocno napięta. Za szczytówkę zakładasz nacięty kawałek styropianu. I to już wszystko. Karp zazwyczaj sam się zapina, gdy mocniej szarpnie a napięta, rozciągliwa żyłka cofa się, działając lepiej niż samo zacinający ciężarek sprzedawany w internecie ( używałem, wiem ). Dobrze co 0.5 godz. przerzucić wędkę i wstrzelić kilka protein. Jeśli zacięty karp ucieka, dotnij bardzo lekko przy mocnym cięciu urwiesz żyłkę.

Teraz napiszę dlaczego tak a nie metodą włosową i z całym osprzętem.


Amur nie zasysa przynęty i tak łatwiej go złowić. Bo zapomniałeś okularów i nie poradzisz sobie z włosem po ciemku, bo nad wodę możesz wyskoczyć na trzy godzinki z małym plecaczkiem, bo padła ci latarka, bo jest dużo mniej pracy i wydatków, bo możesz być nad wodą kilka razy na dobę i sprawdzić godziny najlepszych brań, bo wędki możesz położyć nawet na ziemi, bo odpada nerwowa atmosfera przy każdym piknięciu swingera, bo wędki możesz przerzucać co 15min (częstsze brania), a wywożąc często pontonem nic praktycznie więcej byś nie robił.

Są też i inne korzyści, ale możesz łowić jak chcesz.
Można też łowić proteiną nabitą na hak, metodą spławikową. Kliknij na link.



Przypon z włosem na karpia.

Przypon do metody włosowej na proteinę, ale także na kilka ziaren grochu czy kukurydzy, który przygotujesz w minutę już nad wodą. Ja robię to tak.
Nie zawsze proteinę nabijam bezpośrednio na hak. Jeśli proteina jest twarda trzeba założyć ją na włos. Kilka ziaren grochu na włosie lepiej zassie karp, niż ten sam groch nabity na haczyk.

Włos i przypon z jednego kawałka plecionki.
Na początku na plecionce przeznaczonej na przypon zawiązuję malutką pętelkę. Następnie w odległości 10cm od niej wiążę hak z oczkiem. Proste wiązanie do oczka.
Hak może być z łopatką, ale zawsze sprawdzam jej ostrość by przy mocnym holu ryby ostra łopatka nie ucięła plecionki. Jeśli jest za ostra to obrabiam iglakiem. Po zawiązaniu haka zostaje mi 10cm włos który oplatam kilka razy wokół niego w stronę grotu. Na zagięciu zawiązuję tak, by na końcu pozostała mi odpowiednia do przynęty długość włosa na który wygodnie założę przynętę. Całość jest jeszcze na rolce, więc obcinam tyle ile mi potrzeba, naciągam kawałek wentyla i przywiązuję krętlik. Twardą proteinę nawiercam wiertełkiem a wszystko co miękkie przeszywam igłą lub szydłem do przeszywania żywca. Przypon z włosem już gotowy. Pętelkę przeciągam przez przynętę, robię z niej i włosa zaciągającą się pętlę w którą wkładam zatyczkę. Całość zaciągam a potrzebną odległość między haczykiem a przynętą otrzymuję owijając nadmiar na kolanku. Blokuję kawałkiem wentyla. Zatyczką może być wszystko, czyli zapałka, źdźbło trawy czy patyczek.
Oczywiście można stosować gotowe kupione przypony karpiowe z włosem i plastykowymi zatyczkami.


Dopisek po weekendzie majowym 2012.
Popularność łowienia karpi na proteinę i inne grubsze ziarna wzrasta u nas w zastraszającym tempie i cieszę się, że kilka lat temu zaprzestałem podobnych połowów a obecnie coś sobie tam kombinuję, przeważnie bez sukcesów. Ale tak lubię, nie zawsze nowinki się sprawdzają i brak ciekawych wód w pobliżu. Dopisuję kilka zdań w ramach moich spostrzeżeń z nad wody.

W naszym województwie królują praktycznie same małe zbiorniki i przed majówką każdy przygotowywał sobie łowisko by spędzić kilka dni nad wodą. Nie wiem jak u wszystkich, ale większość z którymi rozmawiałem była zawiedzona. Pogoda była przepiękna jak na tak wczesną porę, ale parę dni wcześniej trafiały się opady śniegu z deszczem i ryby nie żerowały tak intensywnie. Wody zostały zasypane wielką ilością pokarmu do weekendu i tego rybom było chyba dość. Piszę to na tej stronie by jeszcze troszkę przybliżyć początkującym całe zagadnienie zanęcania. Nie dotyczy to łowisk specjalnych i płatnych a zwyczajnych, stale obławianych zbiorników z niewielką populacją dużych karpi, należących do PZW. Krótkotrwałe zanęcanie, czyli trzy do pięciu razy nie może dać wyśmienitych efektów choćby to była nawet najskuteczniejsza proteina. W normalnych zalewach by mieć większą ilość brań i złowionych ryb, nęcenie musi trwać długo i nie należy w nim łowić podczas przygotowań. Ryby muszą nabrać pewności w czasie żerowania, że nic im nie grozi i pozbyć się ostrożności. Od czego ta wyjątkowa ostrożność to było widać nad wodą. Tylu wędkarzy to ja jeszcze nad wodą nie widziałem. Co roku sporo dużych karpi jest łowionych i wypuszczanych, więc coraz trudniej złowić je powtórnie. Dawniej łowienie karpi zazwyczaj na ziemniaka rozpoczynałem dopiero pod koniec czerwca, gdy ryby zrzuciły ikrę. Obecnie na proteinę można łowić od marca do grudnia a na wodach podgrzanych pod elektrociepłowniami nawet cały rok.
Większość sądzi, że jeżeli nie ma brań to i ryb nie ma w łowisku. Nic bardziej mylnego, ryby wybierają wszystko ostrożnie a to na haku zostawiają. Widać to często po delikatnych ruchach na sygnalizatorach. Bardzo łatwo to sprawdzić. Wystarczy wieczorem zanęcić w płytkim miejscu o dobrej widoczności dna i wstawić tam swoje zestawy. Rano sprawdzić. Jedynym sposobem jest częste przerzucanie bo przynętą w nowym miejscu szybciej zainteresuje się ryba, dlatego zawsze łowię z brzegu. Zestaw leżący całą noc w jednym miejscu nie ma sensu i nadziei na sukces. Co do przygotowań, to na sobotni wypad można zanęcać krócej a na poważne połowy, trzeba stosować poważne nęcenie. W wyjątkowych warunkach można jeden lub dwa razy dobrze połowić bez zbytniego zachodu. Ale tak trafia się wyjątkowo rzadko raczej na wysokiej wodzie i po dłuższym okresie psiej pogody.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego