rybybezkitu

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne

Jak łowić pod lodem.

Porady > Ryby
Zdjęcie moich, trzech wędek podlodowych z kołowrotkami.

Jak łowić pod lodem.

Sylwestrowy sandacz z pod lodu 2012 r.

Od 2011r. regulamin zezwala na połów pod lodem dwoma wędkami. Reszta regulaminu pozostaje bez zmian.

Metoda podlodowa, regulamin.

  • Łowienie ryb pod lodem na przynętę sztuczną (inną niż mormyszka) dozwolone jest na jwedną wędkę, a w przypadku połowu na przynętę naturalną lub mormyszkę, na dwie wędki. Za mormyszkę uważa się przynętę w postaci jednego korpusu, dowolnego kształtu i koloru, o długości nie większej niż 15 mm z wtopionym lub wlutowanym haczykiem o pojedynczym ostrzu.

  • Otwory w lodzie mają mieć nie więcej niż 20cm, a odległość między nimi, musi być większa niż 1 m.

  • Zabrania się połowu z lodu w porze nocnej, tj. od zmierzchu do świtu.

  • Złowione ryby, przeznaczone do zabrania należy zabić pezpośrednio po złowieniu. Zabite ryby należy trzymać w pojemniku.

  • Przy wędowaniu na lodzie, odległość między łowiącymi ma być większa niż 10 m.

  • Zabrania się łowić na martwą i żywą rybkę.


Bezpieczeństwo na lodzie.

Wędkowanie na lodzie jest niebezpieczne. Wiele zależy od zdrowego rozsądku a i tak, nawet na najgrubszym lodzie, można natrafić na oparzelisko i się skąpać. Najlepiej łowić na znanych zbiornikach, o podobnej grubości tafli lodu, a wchodzić, gdy ma co najmniej 10cm grubości. Dodatkowym zabezpieczeniem może być kapok, lub kombinezon wypornościowy, który zabezpieczy przed utonięciem. By samemu wydostać się na lód, przyda się też czekan, młotek dekarski, lub samoróbka czegoś podobnego, obowiązkowo z przymocowanym do niego mocnym paskiem na rękę. Najlepiej nie wędkować samotnie, a przed wejściem na taflę, owinąć się w pasie mocnym długim sznurem, ze stu gramowym ciężarkiem na końcu (to w razie ewentualnej pomocy innym osobom, lub gdy osoba pomagająca nam, nie ma czegoś podobnego). Najwięcej utonięć na zbiornikach, zdarza się na pierwszym i ostatnim lodzie. W tym czasie, można wędkować przy brzegu, na wodzie płytkiej do jednego metra. Na rzekach, zawsze jest niebezpiecznie. Trzeba zachować najwyższą ostrożność, a najlepiej zrezygnować z takiego łowienia.

Przez ryby, narażasz nie tylko siebie, ale i tych, którzy przyjdą Ci z pomocą.
Masz obawy, a chcesz łowić przez cały rok, wędkuj zimą na rzekach, które nie zamarzają. Nie namawiam.


Każdy łowi inaczej. Tak jak lubi, jak się przyzwyczaił, w zależności od warunków w jakich wędkuje, lub jaki posiada sprzęt. Wszystkie moje opisy należy traktować jako malutką pomoc, a nie jako wyznacznik łowienia. Coś z nich zastosujesz, to dobrze. Swój styl, wyrobić musisz sobie sam.

Sprzęt.

Podstawowy sprzęt do łowienia na lodzie jest dość tani. Wszystko pokazuję na zdjęciach, powiększ.

Spory wydatek, to świder do wiercenia dziur (zamiast niego, można samemu zrobić pierzchnię, lub początkowo dziury wybijać siekierką). Częściej używam wiertła, ale pospawałem sobie dwuczęściową pierzchnię (bardzo dawno). Wykonana z rurek do wody, mocno zahartowanego w oleju przecinaka (można z naostrzonego pilnika), skrętki i kawałka gumowego węża na rączkę. Końce rurek nagwintowane, przecinak i skrętka z jednej strony przyspawana. Gumowa rączka z jednej strony zablokowana, przyspawanym kawałkiem grubszej rurki, z drugiej, przykręcona śrubą z gwintem. Prosta, ciężka, ale przydatna.
Obowiązkowo sitko
, do wybierania lodu z dziury (metalowe, kuchenne).
Dwie wędki
. Kije można wykonać samemu. Średnia cena jednej sztuki w sklepach to ok.25zł, więc nie bardzo się opłaca robić samemu. Dla tych, co im się chce, podpowiadam. Na samoróbki, można wykorzystać uchwyty na kołowrotki ze starych, zniszczonych wędek. Osadzić je na kawałku drewnianego kołeczka i przykleić. Z jednej strony nawiercić otwór i wkleić kawałek rurki. Do otworu dopasować połamaną szczytówkę od pickera. Wędka gotowa (można wykorzystać stare, wędkarskie klamoty). Wygodna, bo można wymieniać końcówki o różnej akcji ugięcia, jak w pickerach. Na zdjęciach kupowane, ale też końcówki mogę wymieniać. To podstawa, bo sklepowe mogą być za twarde, a połamanych drgawek mam sporo, więc je wykorzystuję.
Dwa niewielkie kołowrotki
z dobrymi hamulcami (można korzystać z już posiadanych, lub z najprostszych o ruchomej szpuli, zielony na zdjęciach). Można nim łowić mniejsze ryby, ale gdy jest szansa na coś większego, lepiej założyć kołowrotek z dobrym hamulcem walki. Na pierwsze kroki na lodzie, wystarczy jakikolwiek.
Żyłki główne od 0.08 do 0.14mm.

Małe spławiki (do jednego grama), haczyki, ciężarki, kilka blaszek pod lodowych, oraz parę mormyszek.

Kilka kiwoków.
Mogą być z sierści dzika, z różnych blaszek, sprężynek, lub plastikowe. Przy łowieniu błystką, na kiwok wykorzystuję górną część złamanej, bardzo miękkiej drgawki od pickera.
Do dokładnego wyznaczenia dna, przyda się gruntomierz.


Metody połowu z lodu.

Są trzy podstawowe metody połowu z lodu.

Spławikowa pod lodem.
Podobna jak latem, tylko spławiki mniejsze i wyważone tak, by z wody wystawało tylko milimetr, lub dwa, antenki. Przy dużym mrozie, spławik i metr żyłki w stronę wędziska, można nasmarować olejem jadalnym. Odrobinę, można wlać w przerębel. To zabezpieczy przed osadzaniem się lodu. Oblodzony spławik nie będzie tonął, a żyłka nie zablokuje się w małej przelotce szczytowej (ewentualnie, na kiwoku). Żyłka grubości 0.10mm i przypon o grubości0.08mm. Haczyki małe i cienkie (ja stosuję czerwone, wielkość uzależniona od przynęty). Zimą, najlepszą przynętą są larwy ochotki, ale dobre jest wszystko to, na co łowimy latem. Pinka, białe i czerwone robaki, ciasto, pęczak. Dobre efekty daje łowienie na serki topione, wyciskane z jednorazowej strzykawki. Początek zimy, to czas na połowy grubszych okoni, a jej koniec i dni z dużym zachmurzeniem, ewentualnie odwilżą, to czas na płocie i leszcze. Zazwyczaj na najlepsze brania można natrafić w najgorszą pogodę, czyli w śnieżycę z dużym wiatrem. Spławikówką, okonie łowimy na ochotkę lub czerwone robaki, ale te większe, lepiej biorą na blaszkę, lub mormyszkę z ochotką. Biała ryba bierze praktycznie na wszystko, ale bez rewelacji. Zacinamy, każde, nawet niewielkie przesunięcia się spławika w przeręblu. Dotyczy to także nienaturalnego zachowania spławika. Zimą brania są delikatne i słabo widoczne. Jeśli mam czas i jestem częściej na lodzie, to za każdym pobytem, w kilka dziur wsypuję większe porcje barwionego na żółto pęczaku, lub dwie puszki kukurydzy konserwowej. Po kilkukrotnym zanęceniu w tych samych przeręblach, przysiadam ze spławikiem na dłużej. Można nęcić zanętami i dodawać ochotkę zanętową, lub pinkę, ale jak wejdzie drobnica, to robi się nieciekawie. Łowię z dna, 5cm od niego, ale  szukam też ryby w wyższych partiach wody. Co jakiś czas, powoli podnoszę spławik nad lustro wody i powoli opuszczam. Ten zabieg, dodatkowo prowokuje ryby do zainteresowania się przynętą. Po wyjęciu kilku, przeważnie brania ustają, wtedy zmieniam przerębel. Gdy przepłoszona ryba wróci, wracam i ja.


Łowienie błystką pod lodową.

Grubsza żyłka ok. 014mm, krętlik z agrafką i blaszka podlodowa. Na wyprostowanej w łokciu ręce, opuszczamy blaszkę do dna. Podciągamy kilka centymetrów wyżej i kilka razy lekko poruszamy. Następnie krótkimi, powolnymi ruchami na wyprostowanej ręce, podciągamy wędzisko do poziomu. Nie kręcimy kołowrotkiem. Po ponownym opuszczeniu, blaszka powinna opaść pięć centymetrów od dna. I tak do skutku. Szybkość podciągnięć trzeba zmieniać, nie wiadomo na jakie wymachy najlepiej zareagują ryby. Czasem sprawdzają się szybkie (na całą rękę), a czasem wolniejsze i zrywami. Wiele zależy od blaszki, zakładam dodatkowe wabiki z czerwonych piór, lub włóczki. Mnie lepiej się sprawdzają. Pukanie w dno też się przydaje, unoszącym się mułem, częściej zainteresuje się  okoń. Wędki nie za twarde z przelotką na końcu, lub grubym, specjalnym kiwokiem. Trzeba czuć pracę blaszki. Hamulec dobrze wyregulowany. Jest to typowa metoda na macanego, sporo wiercenia. Jak okoń jest w pobliżu, to uderzy dość szybko. W jednym przeręblu łowię nie dłużej niż 10min. Gdy siądzie na kij coś uczciwego, wiercę kilka otworów w pobliżu i staram się je solidnie obłowić nie tylko blaszką, próbuję też mormyszką.

Pod lodem na mormyszkę z kiwokiem.
Mormyszka, to kawałek ołowiu, lub wolframu z dziurką i haczykiem. Naśladować ma kiełża, lub inne robactwo wodne, którym żywią się ryby. Dodatkowo na haczyk można założyć larwy ochotki. Wędzisko nie za twarde i dobrze wyregulowany hamulec przy kołowrotku. Po agresywnym braniu, często następuje agresywne zacięcie i cienka żyłka pęka, więc lepiej pamiętać o tych dwóch sprawach. Żyłka od 0.08mm, do 0.12mm, zależy od wielkości poławianych ryb i ciężaru mormyszek. Cieńsza, jest zawsze lepsza, bo nawet ruchy najlżejszych mormyszek, można poczuć na kiwoku. Trzeba jednak wziąć pod uwagę więcej niesprzyjających okoliczności, takich jak, ostre krawędzie lodu, zamarzanie i zaśnieżanie sprzętu, oraz rozciągliwość żyłki na tak krótkim odcinku. Bez przesady z tą grubością, w obie strony. W większości sklepów, kiwoki takie jak na zdjęciach, z małą przelotką na końcu. Oprócz nich, stosuję szczecinę z dzika, lub różne plastikowe wynalazki. Na szczytówce nie mam ostatniej przelotki, więc pod koszulkę z igielitu, mogę założyć wszystko. Nie jest to za dobre rozwiązanie. Lepiej widoczny jest kiwok zamocowany lekko do boku, ale tak, też można. Jak poruszać mormyszką, to już inna sprawa. Każdy ma swoje metody. Najczęstsze brania mam, gdy puknę nią trzy razy o dno, podciągnę na 5cm i moment przytrzymam. Następnie, powolnymi ruchami podciągam ją do góry, czasem bujając na boki i zatrzymując co jakiś czas nieruchomo. Gdy nie ma skubnięć, szukam w wyższych partiach wody, nawet 1.5m od dna. Okonie lubią bardziej agresywne machanie, a biała ryba wolniejsze, ale to nie zasada. Jest różnie, w zależności od intensywności żerowania ryb. Czasem, sprawdza się metoda na lenia, czyli umiejscowienie mormyszki tuż nad dnem i całkowite odstawienie wędziska na lód. Zacinać trzeba w tempo ugięć kiwoka, nawet najdelikatniejsze brania. Każda mormyszka ma nawiercony otworek (trafiają się z oczkiem). Przewlekamy przez niego żyłkę (kolanko haczyka do góry), a następnie przywiązujemy ją do haczyka, zwykłym, prostym wiązaniem. Osobiście, zawsze na haczyk zakładam ochotkę. Gdy nie kupię żywych, to zawsze mam przy sobie sztuczne (te w małym pudełeczku, czerwone) i dip o ich zapachu. Co jakiś czas zanurzam w nim sztuczną ochotkę i brania są. Często się zdarza, że z wyglądu świeża ochotka, na łowisku nie nadaje się do łowienia, więc jest to jakieś zabezpieczenie. Larwy nabijam ostrożnie na bardzo cienkie haki, tak by ich nie porozrywać. Można łowić pęczkami, po kilka sztuk, ściągniętych malutką gumeczką. Wtedy się nie uszkadzają, bo haczyk zaczepiamy za nią, a nie za larwy. Pęczki przygotowujemy przed wyjściem na ryby. Nęcić można, ale trzeba się liczyć, że zwabi to sporo drobnej ryby. Podobnie jak pod spławikiem.


Ochotka wędkarska.
Moja prywatna rada.

Często się zdarza, że świeżo kupiona ochotka, już po dwóch, trzech dniach nie nadaje się do łowienia. Przyczyny są różne, ale najważniejsza to ta, że w pudełkach jest za duża wilgoć i przynęty gniją. Podobnie jest z rosówkami i czerwonymi robakami. Zawsze sprawdzam w sklepie świeżość, a po przyjściu do domu wysypuję wszystko na papier, przebieram uszkodzone, przesuszam podłoże i ewentualnie usuwam nadmiar. Pudełka bez dostępu powietrza, trzymane w lodówkach, są zaparowane, więc robię to co kilka dni, lub bezpośrednio po przyjeździe z ryb. Podczas zimowego wędkowania, przynęty trzymam w kieszeni i nie dopuszczam do przemrożenia, lub nadmiernego przemoczenia. Może jest to uciążliwe, ale często przed niespodziewanym wyjazdem, nie muszę ganiać po sklepach, ani odkładać go na późniejsze godziny.
Zdjęcia z lodu tegoroczne 12.12.2012 r, da się wejść, ale miejscami grubość mizerna, więc nie bardzo szukałem ryb. Łowiłem na płytkiej wodzie, w miejscach gdzie lód był grubszy. Krótko i bez efektów. zaobserwowałem trzy lekkie brania na mormyszkę, a jedno nawet zacinałem. Najprawdopodobniej, skubały jazgarze.


Zasady estetyki, dotyczą również lodu. Nie zostawiaj po sobie śmieci. Złowione ryby, które ewentualnie zabierasz do domu, zabij po wyholowaniu. Resztę, jak najszybciej wypuszczaj do przerębla obok, w którym nie łowisz. Wymiary ochronne obowiązują, więc wyrzucanie na lód małych okoni czy płotek, to łamanie regulaminu. I mnie, denerwują często holowane jazgarze, ale wypuszczam je z powrotem, a nie zostawiam na lodzie. One też są w wodzie potrzebne.


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego