rybybezkitu

Szukaj
Idź do spisu treści

Menu główne

Grzyby 2013

Koniec października.
Pod względem grzybów, końcówka tego roku jest podobna do roku ubiegłego. Borowiki szlachetne mają się wspaniale. O tej porze w roku poprzednim, zbieraliśmy je jednak w całkowicie innych warunkach pogodowych. 28 października 2012r. mocno sypał śnieg a nocą był przymrozek. Dziś, czyli 28 października 2013r. pogoda całkowicie odmienna, ale zbiory podobne. W lesie byłem razem z żoną. Oprócz borowików szlachetnych trafiliśmy jednego usiatkowanego, jednego sosnowego (starego, ale zdrowego) i kilka ceglastoporych. Były mleczaje jodłowe, podgrzybki, opieńki, zajączki a nawet rycerzyk czerwonozłoty. Znajomy uzbierał ładnych maślaków. Prawdziwki jak widać, maleńkie i olbrzymie. Te największe znalazła żona. Kilka dużych zostało w lesie a w domu odeszły jeszcze dwa małe. Reszta zdrowa. Zbierających nadal sporo, ale jak na poniedziałek, to na grzyby nie ma co narzekać. Nie wiem jak będzie potem. Grzybów młodych jest jeszcze dużo i ciągle, pięknie rosną. Możliwe, że wysyp przeciągnie się na listopad, ale w tym roku trudno mi się prognozuje.

Czwarty tydzień października.
Wysokie temperatury i spora wilgoć sprzyjają grzybom, więc prawdziwki w jodłach dalej mają się świetnie. Nie zmieniam lasu. Dalej rośnie w nim sporo ładnych grzybów. Nie jest ich już dużo, ale wszystko zależy od trafienia w mniej uczęszczane tereny. Zdjęcia z dwóch grzybobrań, poniedziałkowego z żoną i środowego, samotnego. Oprócz borowików szlachetnych są jeszcze pojedyncze ceglastopore, mleczaje jodłowe, opieńki i podgrzybki (niewiele). Ceglaste wyjątkowo okazałe, ale prawdziwkom też nic nie brakuje. Wszystkie grzyby zdrowe. Trafiają się zarówno duże, jak i całkiem maleńkie. To znak, że będą rosły dalej. Zbierających wielu, ale przy tak pięknej pogodzie to normalne. Sam spacer po kolorowym, jesiennym lesie to spora frajda.

Trzeci tydzień października. Prawdziwki mają się świetnie.
Coś ostatnio słabo przewiduję. Borowiki powinny się już kończyć, ale one mają w nosie moje oceny. Rosną sobie dalej i wcale nie myślą przestawać. Masówka, to zdjęcia z poniedziałkowego wypadu z żoną. Było tego sporo, same prawdziwki. W czwartek, chodziłem po lesie sam. Grzyby rosną dalej. Nie ma zdjęcia, żona sama obrała i pokroiła grzyby do suszenia. Ludzi jeszcze sporo, ale z każdym dniem coraz mniej. Oprócz prawdziwków są mleczaje jodłowe, trochę młodych podgrzybków i opieńki. Na pniaku trafiłem pierwsze w tym roku maleńkie boczniaki. Tym razem prawdziwki rosły w wysokich mchach. Bardzo słabo je widać, są często całkowicie schowane pod nim. Las bardzo zryty przez zbierających. Grzyby, do tej pory zdrowe, zaczynają robaczywieć. Nie jest ich jeszcze dużo, ale 10% odpada.

Drugi tydzień października. Wysyp borowika szlachetnego trwa nadal.
W tym tygodniu trzykrotnie odwiedzałem lasy. Dwukrotnie z żoną. Ostatnie zdjęcie to grzyby z mojego samotnego wypadu w dalsze rejony. Jak wspominałem, lubię duże grzyby a one rosną w mocno zarośniętych terenach. Gęste krzaki, niskie samosiejki i powalone całe stare jodły, mocno utrudniają zbiory, ale warto. Ostatnio zbieramy tylko prawdziwki. Oprócz nich w lesie można spotkać sporo opieńki, pojedyncze ceglastopore i mleczaje jodłowe. Zbierających sporo, ale grzyby są mocno schowane we wszystkich możliwych zakamarkach, więc powolny spacer z nosem przy ziemi zawsze daje dobre efekty. Borowiki w 100% zdrowe, nawet te największe. Poniedziałkowe zbiory zaczęliśmy od godziny jedenastej, gdy w lesie już się wyludniło. W środę było z problemami, żonę użądliła osa a jest uczulona na ugryzienia. Krótki spacer z niespodzianką, zbierania niewiele. Jeśli się nie mylę, jest to już końcówka wysypu prawdziwków. W lesie robi się sucho, ale pojedyncze grzyby w bardziej podmokłych terenach będą.

Początek października.
Ogłosiłem zakończenie pojawu borowików, ale tak nie jest. W jednych okolicach się kończą, za to zaczynają się tam, gdzie dotąd ich nie było. Wysyp dosięgnął nawt puste do tej pory lasy sosnowe. Miałem na jakiś czas odpocząć od grzybobrań, ale opowieści znajomych o zbiorach, skłoniły mnie do ponownego odwiedzenia lasu. Trochę dziś uzbierałem. Tym razem wybrałem się bez aparatu, za to z koszem. Oba razem, ważą prawie 3 kg a zamierzałem dłużej pochodzić. Trudno więcej uzbierać w krótkim czasie. Ludzi masa od rana do wieczora, więc grzyby nie nadążają rosnąć. Trzeba mieć sporo szczęścia, by trafić na tereny mało uczęszczane i z grzybami. Najlepiej szukać w gęstych trawach i mchach. Brązowe czapki są w nich mało widoczne, więc jest szansa na trafienie większych okazów i pokaźniejsze zbiory.

Pierwszy przymrozek.
Ostatnio odwiedziłem dwie miejscówki w lasach jodłowych. Już dawno nie widziałem tylu grzybiarzy. W zeszłą środę grzybów było sporo, ale konkurencji jeszcze więcej. Las opuściłem dość wcześnie. Nie dało się spokojnie pochodzić, a co dopiero zbierać. Dziś wybrałem się do innej miejscowości. Ludzi mniej, ale i z grzybami coraz słabiej. Noce zimne i na dodatek, poza miastem wyskoczył pierwszy przymrozek. Zbiory takie jak widać. Praktycznie same borowiki w niewielkich ilościach. Powoli będą się kończyć. Lubię las, ale cichy i spokojny. Pochodzę jak się wyludni.

Borowiki szlachetne w końcówce września.
"Nie chciała góra przyjść do Mahometa", więc w poniedziałek wybrałem się za prawdziwkami dalej, w północne tereny świętokrzyskiego a konkretnie w okolice Zagnańska. Tam już od dłuższego czasu trwa wysyp. Miejscowość zdradziła mi znajoma. Mocno padało, do lasu dotarłem o godzinie 11, ale jak na pierwszy raz w nieznanym lesie, to efekty przerosły moje oczekiwania. Las mieszany, ale zbierałem w gęstych młodych samosiejkach jodły. Praktycznie same borowiki szlachetne w 99% procentach zdrowe. Uzbierałem też małą miseczkę gąsówki fioletowawej. Większość wyrośniętych, robaczywa. W lesie byłem trzy godziny. Często podlewał mnie deszcz i na koniec uciekając przed nim, wyszedłem z lasu na czyjąś posesję. Gospodyni zaprosiła mnie na kawę, a gospodarza wcześniej widziałem w lesie. Taki traf. Też zbierał prawdziwki i właśnie szedł po nie na drugą zmianę. Pochwalił się w lesie porannym zbiorem, więc ruszyłem w kierunku gdzie pognał. Tak mi pomógł. Ostatnie zdjęcie to jego grzyby. Zwolnili go trzy lata temu z Iskry i nie ma pracy, więc dorabia sprzedając to co uzbiera. Jest mocno po pięćdziesiątce. Po grzyby przyjeżdża samochód. Płacą 20 zł za kilogram prawdziwka. Miła i gościnna rodzina. Zapraszali mnie ponownie, ale większy pojaw borowika szlachetnego od niedzieli dosięgnął i moje bliższe rejony. Zdjęcie masówki robione po oczyszczeniu grzybów wieczorem, więc jakość słaba.

Druga połowa września.
W tym tygodniu dwukrotnie odwiedziłem swoje miejscówki w ulubionych lasach jodłowych a w czwartek zaliczyłem za jednym razem, dodatkowo i las sosnowy. Niestety grzybów brak. Było sporo opieniek i nieliczne borowiki szlachetne. W okolicy Kielc grzybów jest dużo, ale raczej trzeba wybierać lasy na zachód od miasta. Po wschodniej stronie jest sporo gorzej. Trzeba dużo się nachodzić a grzyby rosną tylko w określonych miejscach. Kto ma szczęście to może uzbierać ciut więcej. Mnie się nie poszczęściło. Zbieraczy w lesie masa, grzybów niewiele, ale za to wyjątkowo zdrowe. W jodłach królują muchomory czerwone a w sośnie muchomory cytrynowe. Na targu pojawiło się sporo grzybów z różnych gatunków, ale bez rewelacji. Podgrzybki, prawdziwki, rydze, maślaki i opieńki. Typowa jesień.

Początek września.
Tak jak przewidywałem, borowiki szlachetne w moim ulubionym lesie skończyły się. Pojaw z zeszłego tygodnia był dość obfity, jak na warunki pogodowe, ale krótki. Poniedziałkowe dokładne przeczesanie lasu nic nie dało. Całe poszycie schnie w oczach. Resztki wilgoci zostały w nielicznych miejscach, ale grzybów nie ma nigdzie. Na zdjęciach wszystko co udało mi się uzbierać. Początek września to najlepszy czas na rydze, więc dwa się pokazały. O więcej będzie trudno, bo lubią sporo wilgoci i sosnę a tam to już prawdziwa susza.

Koniec sierpnia. Suszy ciąg dalszy.
Ostatnie dni sierpnia i wrzesień to najlepszy czas na grzyby. Powinny już być prawie wszystkie, lecz ten rok, jest wyjątkowo upalny i suchy. W okolicy Kielc deszcz kropił kilka dni temu, tylko raz, przez noc i to niezbyt obficie. Mimo to na rynku pojawiły się koźlarze czerwone i kanie. Niewielkie ilości koźlarzy, kani więcej, ale niewielkie i lekko podsuszone. Ciągnie wilka do lasu, więc wybrałem się sprawdzić co tam słychać. Wieści żadnych nie miałem (w sieci też wiało nudą i oczekiwaniem na deszcz), więc wybrałem się osobiście w mój ulubiony las jodłowy, raczej relaksowo. Dotarłem dość późno bo około ósmej, ale do czego miałem się spieszyć. Ściółka i ścinki jodłowe strasznie wysuszone. W pierwszej godzinie spaceru udało mi się trafić jednego koźlarza czerwonego, na środku ścieżki. Oprócz mnie w lesie oczywiście nikogo nie było. Cały las miałem dla siebie. Nie bardzo wiedziałem co robić, czy poszukać jeszcze kilku czerwonych, czy zmienić las na sosnowy i połazić za kaniami. Przypomniały mi się zeszłoroczne maślaki (też w suszę) nad brzegami strumyka. Las z drugiej strony Kielc, ale warunki pogodowe podobne. W moim ulubionym, też jest struga. Co prawda wody w niej niewiele, ale wilgoć jest. W dziesięć minut dotarłem na miejsce. Już w pobliżu trafiłem kilka ceglastych, o dziwo soczystych, a dalej jak widać. Borowiki szlachetne w imponującej, jak na ten czas ilości. Sam byłem zaskoczony. Na niewielkim odcinku strumyczka, nad samymi jego brzegami, rosły sobie spokojnie, przez nikogo niepokojone, szlachetniaczki. Kilka większych zostało w lesie, a z tych co widać odeszło jeszcze kilka całych i kilka trzonów. Grzyby twarde i wyjątkowo smaczne, bo nie nasiąknięte wodą z deszczów. Przy tej pogodzie to jakiś fenomen. Las znów mnie pozytywnie zaskoczył. Po miesięcznej przerwie, pierwszy wypad i taka niespodzianka. Co będzie dalej to się zobaczy, ale jeśli nie poleje solidnie to grzybów w lesie nie będzie. Te które widać, nie należy traktować jako początek wysypu. Borowiki mogą zacząć rosnąć, w lasach rzeczywiście mocno wilgotnych.
Następnego dnia.

Następne borowiki mogą się szybko nie pojawić. Wybraliśmy się w środę z żoną dozbierać to co ja zostawiłem wczoraj. W lesie straszna susza. To co widać na ostatnim zdjęciu w czerwonej miedniczce, to efekt dokładnego przeczesania okolic strumyczka. Aparatu nie brałem, więc to masówka zrobiona już w domu. Żona jak zwykle przodowała w zbiorach. Grzyby jak na te warunki dość zdrowe. Odchodzi jakieś 20-30% i oczywiście to co od razu zostaje w lesie.

Czwartek 25.07.2013. Las mieszany sosnowo-bukowy.
Do tej pory odwiedzałem tylko lasy jodłowe, więc dla odmiany, wybraliśmy się z żoną do nieciekawego lasu mieszanego. Robaczywe grzyby w jedlinie, już nam się znudziły, więc pojechaliśmy sprawdzić czy nie wyskoczyły czubajki kanie. Las mocno porośnięty jeżynami, ubogi w grzyby, ale miejscami dość wilgotny. Kanie nie dopisały. Znaleźliśmy dwie małe, podsuszone, kilka robaczywych siwek i kilka muchomorów. Po dłuższym chodzeniu, postanowiliśmy wracać skrajem lasu. Niedaleko wyjścia, w młodziutkich osikach trafiliśmy na grzybowisko koźlarzy grabowych i kilka sztuk koźlarzy czerwonych. W kilka minut, na kilkunastu metrach zapełniliśmy całe wiaderko. Trzony przeważnie robaczywe, ale czapki zdrowe. Trochę starych zostało w lesie. Susza i zimne noce, to nie za dobry czas na grzyby, ale tym razem koźlarze całkowicie nas zaskoczyły. Nie ten las i nie te grzyby, ale uciecha była. Tyle młodych koźlarzy w jednym miejscu, to ja widziałem pierwszy raz.

Czwartek 18. 07. 2013. Las jodłowy.
Letnie zbiory, mają to do siebie, że grzyby szlachetnych gatunków są przeważnie z lokatorami. Bardzo rzadko udaje się coś zdrowego uzbierać a większość zostaje w lesie. Z tego powodu, podczas upałów nie zaglądam tam zbyt często. Ostatni wypad w czwartek nie był zbyt udany. Oprócz większej liczby koźlarzy czerwonych (mniejsze zdrowe), trafiłem na ostatki borowików szlachetnych i pojedyncze egzemplarze innych grzybów. Skończyły się ceglastopore i kończą prawdziwki. To chyba ostatnie grzyby w tym długim, letnim pojawie. Następny pod koniec sierpnia, pod warunkiem, że mocno popada. W lesie jest dość mokro, więc jakieś grzyby jeszcze będą, ale raczej w podmokłych rejonach lasu. W tym roku radzę uważać na kleszcze. Jeszcze nigdy, tyle ich nie przynosiłem do domu. Łatwo się zdejmują, ale trzeba to robić natychmiast po przyjeździe. Wtedy nie zostaje żaden ślad po wgryzieniu.

Poniedziałek 08.07.2013 r. Las jodłowy.
Odtrąbiłem koniec pojawu prawdziwków, ale czy to był koniec, czy tylko krótka przerwa, tego nie wiem. W lesie kawałek mnie nie było. W poniedziałek, całkowite zaskoczenie. Grzybów masa, różnych wielkości. Widać, że mało osób w te upały wybiera grzybobranie, zamiast plaży. Sporo kozaków (czerwone i babki), borowiki ceglastopore, borowiki usiatkowane, borowiki szlachetne, muchomory czerwieniejące, siwki, zajączki i sporo innych. W lesie byłem z żoną. Chodziliśmy kilka godzin, przed południem. Tak jak poprzednio, zdrowe były tylko ceglaste. Reszta robaczywa. Praktycznie, nawet małe koźlarze czerwone, były miejscami z lokatorami. W te większe, robaki wchodzą od spodu kapelusza, bo trzony mają wyjątkowo twarde. Borowiki zarobaczywione w całości. Reszty, nawet nie podnosiliśmy. W lesie susza, więc robaki uciekają w wilgotne grzyby. Spacer nie za przyjemny, oprócz gorąca, masa komarów i kleszczy. Grzyby śliczne, ale nie nadają się do niczego. Daję pojedyncze zdjęcia, masówkę prześwietliłem. Borowik z nożem na kapeluszu, robaczywy, ale piękny
.

Prawdziwki jeszcze później.
Ponad tydzień nie odwiedzałem swoich borowikowych miejsówek, choć wiedziałem, że grzybów było sporo. Z kim nie porozmawiałem, to narzekał na robaki zagnieżdżone nawet w tych malutkich, więc w weekend wybrałem się szukać rydzy w sosnach. Niestety bez skutku,  choć piękne sprzedawali na mieście. W środę 19 czerwca pojechałem sprawdzić borowiki w jodłach osobiście. Niestety to prawda i nic się dalej nie zmienia. W lesie zbierających niewielu, ale komarów za to od groma (było mokro a wczoraj jeszcze dolało). Przez całą wycieczkę, nawet przy mocno przypiekającym słońcu, goniła mnie ich zgraja. Leciały do oczu, uszu, nosa i ust. Nie dało się schylić, zrobić zdjęcia, ani na chwilę przystanąć. Prawdziwki za to dopisały. W ścinkach stały olbrzymie, nawet po kilka sztuk w miejscu, oczywiście robaczywe. Przepiękny widok i gdyby nie komary to bardzo udany spacer. Później o takie okazy trudno. Nikt nie chodzi po lesie, bo grzyby nie nadają się do niczego. No chyba, że komuś nie przeszkadza białko. Przyniosłem sporo (zdjęcie), a została garstka. Oprócz prawdziwków są ceglaste (zdrowe, ale nie brałem), podgrzybki i zajączki (robaczywe), oraz muchomory czerwieniejące (tych nie sprawdzałem i nie próbowałem nigdy zbierać, choć podobno są smaczne). Jeśli jeszcze popada, spróbuję pochodzić po lasach sosnowych, bo w jodle szybko nic się nie zmieni. Grzyby dalej będą bardzo robaczywe.

Prawdziwki tydzień później.
Może to nie wysyp, ale borowików szlachetnych jest w jodłach coraz więcej. Zbyt wiele nie uzbierałem. Znajomy nachapał pół sporego kosza (razem wracaliśmy). Zbieractwem zajmuje się zarobkowo i nie mnie się z nim równać. Grzyby mocno robaczywe. Duże okazy zostały w lesie, a było ich sporo. Z tych co widać, też jeszcze kilka odpadło. Całkowicie robaczywy, był olbrzymi borowik sosnowy (zdjęcie). Zabrałem do identyfikacji, bo to mój pierwszy. Jeszcze nigdy takiego nie spotkałem. Rzadko wybierałem się do lasu tak wcześnie. Koniec lipca, to był zazwyczaj początek sezonu. Ceglastych coraz mniej, ale zdrowe. Pokazały się pierwsze pieczarki bulwiaste i zajączki. Na razie w lesie cisza i spokój. Coraz więcej grzybów pojawia się na rynku, więc to ostatni czas na  samotne spacery. By coś uzbierać, trzeba chodzić w wyższych i suchszych partiach lasu. Jest bardzo mokro a na mokradłach szybko grzybów nie będzie.  


Pierwsze borowiki szlachetne.
Sezon grzybowy 2013 r. uważam za rozpoczęty. Co prawda nie ja znalazłem, lecz żona, ale trafiliśmy na pierwsze w tym roku prawdziwki. Borowiki rosły w gęstych gałęziach pozostawionych po wycince lasu. To właśnie ona, umie w nich zawsze coś znaleźć. W poniedziałek trzeciego czerwca wcześnie rano wybraliśmy się na normalne grzybobranie do lasu jodłowego pod Kielcami. Duże opady deszczu i dość ciepło sprawiły, że w lesie pojawiły się grzyby. Borowiki ceglastopore są już od dawna, ale dziś oprócz nich znaleźliśmy prawdziwki, pieczarki bulwiaste i podgrzybka. Razem z nami wracał do domu znajomy grzybiarz i też miał pełny kosz, a konkretnie sporo kozaków czerwonych, dwa prawdziwki i ceglastopore. Grzyby przeważnie duże, przerośnięte. Ja znalazłem trzy prawdziwki, ale wszystkie były zmurszałe, choć niewielkie. Nie wiem dlaczego, ale możliwe, że w lesie jest za mokro. Ceglaste i szlachetne rosną bezpośrednio w igliwiu a kozaków czerwonych trzeba szukać w zagajnikach brzozowych na skraju lasu. Głęboko w jodle ich nie ma. Chodziliśmy cztery godziny. Jeśli przyjdzie ciepło, to pierwszy wysyp prawdziwków może się zacząć już w czerwcu.


Grzyby 2013 r.
Tegoroczne, Internetowe doniesienia o pojawiających się masowo smardzach, skłoniły mnie  do wcześniejszych wędrówek po okolicznych lasach i starych ogrodach. Nie bardzo liczyłem na ich spotkanie, ale warto było spróbować. Nigdy do tej pory nie widziałem rosnących smardzów, ale dość często słyszałem, że ktoś je spotkał. Wytypowałem kilka stanowisk w których na moje oko mogły by urosnąć i oczywiście dokładnie je przeszukałem. Niestety smardzów nie znalazłem. Brak doświadczenia a może szczęścia i zacięcia. W lesie sosnowym natknąłem się na młode piestrzenice kasztanowate (trujące), a w jodłowym na stare, już popękane. Oprócz nich, spotykałem nieliczne niejadalne, ale nieciekawe. Śledzę doniesienia o pojawiających się grzybach, więc w środę 22.05.2013 r. wybrałem się w lasy jodłowe za borowikiem ceglastoporym. Jak wspominałem, jest to pierwszy grzyb jadalny masowo pojawiający się w naszych lasach. Według mnie nieciekawy w smaku, ale ciekawy z wyglądu. Deszczu było sporo, ale w świętokrzyskim przechodził miejscowo. Nie wszędzie jest mokro. Ceglastopory dopisał. Nie za specjalnie szukałem, efekty na zdjęciu. Sporo z lokatorami. Robaczywe, zarówno te większe, jak i malutkie. Chodziłem dość długo. Starałem się spotkać jakieś inne, ciekawsze grzyby. Na brzegu lasu, praktycznie w śmieciowisku znalazłem jadalną "polówkę wczesną" (te jasne, nigdy nie próbowałem jeść) i to niestety było wszystko. W jodle poza ceglastymi, całkowite bezgrzybie.


Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego